Zanzibar, czyli ekipa czarnej perły na rajskiej wyspie

Zakończył się nasz kolejny trip tym razem był to dziki, bajeczny Zanzibar.

Tak sobie przeglądam zdjęcia i filmy z wyjazdu i natknęło mnie na krótkie podsumowanie naszej  pełnej przygód wyprawy. Po przylocie,  nie zastanawiając się, od razu ruszyliśmy do mekki kitesurfingowej wioski Paje, około 1 h drogi od Stone Town. Naszą Beach Bums bazę oraz zakwaterowanie ogarnęliśmy w idealnie położonym domu na samej plaży, w łóżku słychać szum oceanu,  w samym centrum Kajt raju. Przepiękne miejsce w surf klimacie. Idealne dla wszystkich miłośników sportów wodnych.

Jadąc, cały czas , byłem pewien wiatru i wierzyłem w mała, własną legendę, która  głosiła,  że jak pojawiam się na wyspie to włącza się „suszarka”,  Zanzibar 2018 to moja druga wyprawa do Paje. Byłem przekonany, że i tym razem tak będzie i oczywiście nie mogło być inaczej

Standardowo KASKASI NE ten sam kierunek wiatru codziennie. Od rana bardziej side shore, od popołudnia przechodzi bardziej side-on shore. Wiało codziennie od rana do wieczora. W ciagu dnia nasi kursanci mieli okazje uczestniczyć w zajęciach w różnych warunkach pogodowych i pływowych oceanu. Zanzibar pozwala przełamać wszelkie bariery i spróbować kite w pełnym wachlarzu możliwości. Sprawdź się na lazurowej tafli z wodą po pas, ale i spróbuj jednocześnie zajęć, kiedy nie czujesz gruntu pod nogami, woda jest już bardziej wzburzona i w pełni wykorzystaj możliwości jakie daje latawiec. Na Zanzibarze ocean charakteryzuje duże pływy, woda odchodzi na kilometr ukazując bogactwa oceanu i piękny lazurowy kolor. Różnica poziomu dochodzi do 3m, więc zwykle po południu możesz sprawdzić swoje umiejętności na chopie (delikatne falki).

Grupa wyjazdowa była najlepsza jaką, każdy instruktor chciałby mieć. Mega, super ludzie, wszyscy bardzo nakręceni na progres. Większość osób zaczynała od zera i  z kitesurfingiem nie miała wcześniej za wiele wspólnego. Wyznaczyliśmy sobie cel – wszyscy kursanci wracają z licencjami Lvl 3. Cel został osiągnięty, po dwutygodniowym pobycie każdy otrzymał kartę i wprowadziliśmy jego dane do systemu. Wiadomo, gdyby komuś się nie udało, dokończył by szkolenie w innym miejscu Bums. Pamiętajcie, żeby nigdy nie wystawiać i nie prosić o wystawienie karty „na wyrost”. Jak wiecie safety first, więc nie warto oszukiwać.

Warun sprzyjał, ekipa super więc,  nie pozostało nic innego tylko pływać na kite. Schodząc z wody nie wiedziałem kto ma większego „banana” na twarzy ja? Czy moi kursanci? Dzięki za pozytywny feedback dla mnie…bardzo się ciesze waszym szczęściem i jeszcze raz wielkie dzięki dla Was.

Nie samym kajtem człowiek żyje hehe prawie….Poza pływaniem zajęliśmy się oczywiście triplandią po wyspie. Na Zanzibarze istnieje mnóstwo atrakcji alternatywnych, idealnych na bezwietrzne dni. W Beach Bums jesteśmy jedną zgraną ekipa, dlatego każdy wyjazd wygląda inaczej, dostosowywujemy się do aktualnej załogi i razem ustalamy plan i działamy.

Dla mnie,niewątpliwie, jedną z ulubionych wypraw to odwiedzenie starych ziomków, czyli dzikich delfinów. Można je spotkać najczęściej o poranku, kiedy żerują i poruszają się stosunkowo blisko brzegu.  Spotkanie jest iście epickie, face to face,  na dzikim otwartym oceanie. Zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu o tej legendarnej wycieczce.

Kończąc wpis chciałem podziękować całej ekipie Beach Bums za wspólny wyjazd.

Dzięki ludziom takim jak Wy dostaję najlepszą satysfakcje.

Byliście zajebiści na pewno widzimy się za rok, bo kto nie chciałby wrócić na Zazni…