Kitesurfing Brazylia – dzień wyjazdu

Wyczekana Brazylia, dzień wyjazdu. Jest 24 października 2018 godzina 12:38, już odprawiona, po wszystkich kontrolach zadowolona i uśmiechnięta wstawiam na Instastory pierwszą relację początkująca ta wyprawę. Część ekipy już na miejscy, parę osób dojedzie później, więc jestem sama na lotnisku. Bez znajomych twarzy, bez towarzysza w tak długiej podróży, ale nie ma co się martwić cel jest słuszny! Cumbuco, raj dla kitesurferów i moje wymarzone wakacje! Po za tym muszę się przyznać, że jestem zahartowana w samotnych podróżach. Przecież mój pierwszy w życiu lot, mając jakoś 14 lat odbyłam sama ;P

Pierwszy przystanek, przesiadka. Transfer przypadł na Amsterdam. Jest godzina 16:27 to kolejna relacja wykonana już po wyjściu z lotniska. Uwielbiam podróżować. Bywać w nowych miejscach, zwiedzać dlatego stwierdziłam, że lot z 22h przesiadki w Amsterdamie to świetny pomysł, żaden problem, a nawet możliwość zobaczenia czegoś nowego. Dwie pieczenie na jednym ruszcie, początkowo ten plan brzmi genialnie. Z perspektywy czasu jestem innego zdania. Przesiadka trwała od ok. 16:30 do ok. 12:00 dnia następnego, co oznacza, że samotne zwiedzanie i poznawanie nowych miejsc i rzeczy przypada idealnie na noc. Zachowując wszelkie środki ostrożności i sięgając po rozum do głowy, stwierdzam, że ze względu na bezpieczeństwo samotne zwiedzanie nocą trochę mnie przeraża, więc noc spędzam w darmowej chill strefie na lotnisku 😊 Polecam wszystkim, miło ciepło bezpiecznie wszystko pod ręką no i najważniejsze, że za darmo 😉

Nadeszła wiekopomna chwila, doczekałam się. Zaczęła się właśnie odprawa na najdłuższy lot…kierunek Brazylia, a dokładnie lotnisko w Fortaleza!!! Lot był dosyć długi, ale do przeżycia. Emocje i ekscytacja przed poznaniem swojej upragnionej destynacji przyćmiły nudę na pokładzie samolotu. Mamy to, samolot ląduje… iiiii…. Tak, jestem w Brazylii! W KOŃCU! Czas opuścić samolot, odebrać bagaż oraz quiver i udać się do taksówki, która zawiezie mnie prosto do moich znajomych do Cumbuco. Wszystko poszło sprawnie bagaż jest, quiver jest wychodzę z lotniska. Co prawda czuję się jak albinos i to w dodatku niewidomy, bo nie widzę prawie nic, doleciałam wieczorem, jest na maksa ciemno, ale czuć to co najważniejsze, jest ciepło, jest orientalnie jest inaczej i już czuć wspaniały  egzotyczny klimat. No i tutaj zaczyna się Brazylijska przygoda…Okazało się, że taksówka, która miała po mnie przyjechać popsuła się w drodze do Fortalezy z Cumbuco. Nie myślcie sobie, że koczowałam samotnie na lotnisku, nic bardziej mylnego. Moi znajomi przyjechali po mnie typowym Brazylijskim pojazdem surferów.  Robi się ciekawie, a dla mnie jeszcze lepiej, bo okazuje się że pojade BUGGISEM. Mały pojazd, coś pomiędzy autem, a quadem. Dwa miejsca z przodu plus teoretycznie 2 miejsca z tyłu na pace. Mówię teoretycznie, bo jechaliśmy nim i nawet w 6 osób. Taki mini jeep cabrio. Nie było by w tym nic niezwykłego i nadzwyczajnego, ale wyobraźcie sobie dwie osoby z przodu. Moje bagaże, czyli quiver + mój dość duży bagaż, w końcu do Brazylii spakowałam się i przyjechałam  na 1,5 miesiąca. Wyglądaliśmy dość kontrowersyjnie, a już na pewno komicznie.

Jechaliśmy w 4 osoby. Wylosowałam miejsce z tyłu, co oznaczało, że całą drogę z lotniska z Fortalezy, do miejsca zamieszkania, czyli  Cumbuco – w przybliżeniu jakieś 32km muszę trzymać się rurki, którą mam przed oczami i jest częścią konstrukcyjną dachu… Juhuuuu pierwsze chwile, a już zaczyna się ciekawie! Pomijając fakt, że nie przyzwyczajona do ciepła i jeżdżenia buggy ręce były lekko wilgotne i na zakrętach myślałam, że walczę o życie, ale dotarliśmy na miejsce cali i zdrowi! Uffff…. można się zakwaterować, ogarnąć i wyruszyć na miasto

Czas na pierwszy Brazylijski posiłek! Chociaż chwileczkę…. to była pizza u Włocha, której nawet nie mam uchwyconej na zdjęciu.. To lokal w którym można zjeść Włoskie potrawy. Restauracja prowadzona przez rodowitego Włocha, który jak się później okazało był jednak Holendrem.. Dlaczego akurat tam zjadłam pierwszy posiłek? Zupełnie nie mam pojęcia, ale spokojnie o Brazylisjkiej kuchnii w następnych wpisach 😀 Żeby nie ominąć Brazylijskiego klimatu do posiłku zamówiliśmy sobie Caipirinie. To tradycyjny drink w którym jest cachaçy, czyli brazylijska wódka, lód, jak najwięcej limonki i woda. Znajdziecie go w każdej knajpie w Cumbuco, a jest naprawdę pyszny, orzeźwiający i UWAGA mocny!!!

Cena +/- 8 reali (real to Brazylijska waluta) co daje nam +/- 8 zł 😀

Tego dnia byłam naprawdę zmęczona.Tyle godzin podróży, przygód i emocji po kolacji i krótkim spacerze wróciliśmy do naszego apartamentu i szybko poszliśmy spać. Następnego dnia pokochałam Brazylię jeszcze bardziej. Ostatnie zdjęcie w galerii to widok, który zobaczyłam jako pierwszy po przebudzeniu z balkonu mojego apartamentu.
Polecam gorąco to miejsce i zachęcam do śledzenia kolejnego wpisu.
Gorące pozdrowienia