Kitesurfing Brazylia – Trip Parakuru i Fortaleza

Czas na kolejną część wpisu o naszym pobycie w Brazylii! Tym razem Kitesurfing brazylia- Trip Parakuru i Fortaleza.

Tym razem wyjeżdżamy trochę dalej, po za granicę naszego miasteczka Cumbuco.

Trip Parakuru, czyli miejscowość oddalona ok. 60 km – 1-1,5h drogi od Cumbuco. Nasz środek transportu to oczywiście buggy zapełniony na maksa. Na dachu sprzęt kitesurfingowy i wszędzie gdzie się wcisną ludzie chętni na wyjazd. Chętnych na trip parakuru było sporo, więc postanowiliśmy wynająć dodatkowego buggy’sa. Dzień przed zaplanowanym wyjazdem sprawdzamy pływy. Musimy wiedzieć, czy uda nam się dojechać do Parakuru rajską plażą, czy będziemy jechać lądem. Niestety…woda będzie wysoko i zaleje plażę, więc musimy jechać drogą. Szkoda, jak łatwo się domyślić widok oceanu, wschodzące słońce, plaża i palmy jest zdecydowanie lepszą  scenerią do podróży. Nie ma jednak co narzekać droga była zaskakująco ładna. Jak wspomniałam w trip Parkuru ruszyliśmy  dwa buggy. Mniej więcej w połowie drogi jeden z nich się niestety zepsuł… Te małe, świetne słodkie samochodziki, znane są z częstych ingerencji mechanika. Wszystko było by w miarę ok, gdyby nie fakt, że kraksa nastąpiła na bezludziu, dosłownie pośród niczego. Udało się znaleźć dwa drzewa, które dawały nam cień. Czym byłaby Brazylia i trip Parakuru, gdyby nie tak fascynujące przygody…

Oczywiście wszystko dobrze się skończyło. Po kontakcie telefonicznym z mechanikiem czekaliśmy, aż mechanik odbierze auto i spróbuje naprawić. W tym czasie część ekipy i jeden buggy pojechała już na spot. Zawiezie on połowę z nas i wróci po resztę. Nasze, nie planowane opóźnienie przyjazdu do Paracuru spowodowało, że na spocie był już odpływ. Fale już dużo mniejsze, więc spot godny odwiedzenia. Nasze pływanie trwało koło 2h, bo zaczęło się ściemniać. Nie mając wyjścia w 8 osób, z całym sprzętem zapakowaliśmy się na jednego biednego buggy – jak przypomnę sobie moją drogę z lotniska do Cumbuco, gdy mówiłam, że 4 osoby, mój bagaż i quiver to dużo na taki mały samochodzik to…. teraz zmieniam zdanie 😛  8 osób i sprzęt to NAPRAWDĘ DUŻO. Trip do Parakuru skończył się na prawdę dobrze, w komiczny sposób, przeładowani na maksa, przy zachodzie słońca wróciliśmy piękną plażą do centrum miasta Cumbuco.

Trip do Parakuru od samego początku powiązany był z odwiedzeniem restauracji Formula 1. Była to knajpka rybacka znajdująca się na wspaniałym klifie, o który rozbijały się fale oceanu. Przez nasze przygody dotarliśmy tam już po zmierzchu, więc nie za wiele już widzieliśmy. Wszystko wynagrodziło nam pyszne jedzenie i szum rozbijających się o klif fal. Specjalnością restauracji są ŚLIMAKI.. Można by pomyśleć fuuuuuj…lecz ja od samego początku, wiedziałam, że chcę ich spróbować. Troszkę negatywnie nastawiona, ale za namową ekipy, stwierdziłam, że spróbuje… I OCZYWIŚCIE było warto! Nawet bardzo! To najpyszniejsze danie, jakie zjadłam przez cały pobyt. Ślimaki podane w skorupkach w pysznym w sosie. Sos na zasadzie pesto z dużą ilością oliwy, idealnie przyprawionej.Do zestawu każdy miał dołączone około 8 mini bułeczek, które były równie pyszne. Na samą myśl chce się już jechać do Paracuru i jeść te pyszne dania! Do tego zimne Caipi, no najlepsze zakończenia tego dnia 😊 Z racji tego, że nie mogliśmy wracać tak długiej trasy, aż w tyle osób na jednym buggy, podzieliliśmy się i część wróciła taksówką (koszt. Ok. 100reali = 100zł).

Fortaleza – jedyne duże miasto położone blisko miejsca naszego zamieszkania ok. 30km. Według dostępnych danych, liczba ludności to nie całe 3mln. Niestety liczby, nie do końca mówią prawdę, gdyż na słynnych fawelach mieszka bardzo dużo nierejestrowanych ludzi. W biedzie i „na ulicy” rodzi się wiele dzieci, które nie wliczają się do żadnych statystyk.  Dlatego trudno określić ilu, tak na prawdę mieszkańców jest w mieście Fortaleza. Dla osób które pierwszy raz spotkały się z określeniem fawele, czyli dzielnice nędzy. „Fawele tworzą się wokół centrów miast. Domy zbudowane są z najtańszych materiałów (często odzyskanych z innych domów i ze śmietnisk: tektury, dykty, blachy, deski itp.) Szacuje się, że żyje w nich około 6% ludności Brazylii.”

Wróćmy jednak do naszej wycieczki. Od kiedy pojawił się pomysł, aby zwiedzić Fortalezę wiedzieliśmy, że pojedziemy tam w niedzielę. Wybraliśmy ten dzień, bo tylko wtedy jest targ. Można tam znaleźć starocie, obrazy, rękodzieła, ubrania i pamiątki. Śmiało można powiedzieć, że jest tam wszystko. Wieczorem zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do Fortalezy! Jechaliśmy w 5 osób, zależało nam na bezpieczeństwie i niezawodności auta, więc zamówiliśmy taxi – koszt jeśli dobrze pamiętam to 100 reali. Oczywiście bardziej opłaca się zamówić ubera, niestety w Brazylii dostępne maksymalnie 4 osobowe, cena za przejazd niższe nawet o połowę od taxówki 😊 Po około godzinie bezpiecznie dojechaliśmy do celu. Piszę bezpiecznie, bo oprócz zagrożenia drogowego, zdarzają się kradzieże. Dlatego też nie chcąc prowokować i być totalnie widocznymi wsiedliśmy w taxi zamiast jechać buggy’sem. Droga do Fortalezy prowadzi przez fawele, które dla turystów są dość niebezpieczne. Gdy wysiedliśmy z taksówki, wszyscy byli w szoku. Fortaleza to duże miasto bardziej przypominające Miami i na pewno nie kojarzone z biedą. Wieżowce ustawione tuż przy samej plaży, pełno uśmiechniętych ludzi, wszędzie słychać muzykę… pachnie jedzeniem, a wszyscy z uśmiechem zachęcają Cię do zakupu swojego produktu.  Naprawdę świetny klimat.

Jak tylko przyjechaliśmy udaliśmy się do naszego celu – ulica BEIRA MAR. Wszędzie stragany, pamiątki, sztuka, starocie – miało to swój urok. Ceny były dużo niższe niż w naszym Cumbuco. Wszystkie małe pamiątki zaczynały się od. 2 reali czyli przypomnę od 2 zł! Tutaj nawet nie ma co się targować, sprzedawcy są przemili, uśmiechnięci. Kiedy każdy już się obkupił, czas coś zjeść.. Stwierdziliśmy, że po tak długim czasie w Brazylii, jedząc lokalne jedzenie czas na międzynarodowy fast food!!! Czas na McDonland’s! Przyznam szczerze, że ceny nas zabiły hahah.. naprawdę były dużo dużo wyższe niż w Polsce. Dlatego postanowiliśmy odpuścić mc’kanapkę za 40zł i zjeść coś lokalnego. Idąc dalej natknęliśmy się na lokalny fast food, czyli food truck z hot dogami. Obsługiwała nas przemiła Pani Brazylijka i jej męż, zaoferowali nam pyszne hot-dogi za 5 reali, a w cenie- gratis dostaliśmy „Brazo-Cole” z darmową dolewką 😀 Naprawdę przemili ludzie, co prawda nie mogliśmy się z nimi dogadać, bo niestety wszyscy rozmawiamy tylko po angielsku, ale widać było radość w ich oczach, że mogli nas obsłużyć. Po posiłku, czas na spacer na dobre trawienie. Wybraliśmy się więc na pobliskie molo! Widok cudowny, wysokie do nieba wieżowce, wszystko mega oświetlone i odbija się w falach oceanu.  Fortaleza naprawdę robi wrażenie. Niesamowite jak ogromna przepaść jest między naszym małym miasteczkiem Cumbuco, a tak rozwiniętym, oddalonym zaledwie o 30 km, miastem. Koniecznie zobaczcie zdjęcia naszego Brazylijskiego „Miami”. Było już dość późno, więc zmówiliśmy taksówkę i wykończeni po długim spacerze wróciliśmy do Cumbuco. Oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek, w końcu to Brazylia. Podeszliśmy do taxówek negocjować cenę i szukać auta, które pomieści pięć osób. Tłumaczymy miłemu Panu mówiąc, że jest nas 5 osób pytamy ilu osobowe ma auto i czy zawiezie nas do Cumbuco, on oczywiście z radością się zgadza i zaprasza nas do środka samochodu. Oczekiwaliśmy, że taksówka będzie na te 5 osób. I według kierowcy była, tyle że piąte miejsce znalazł w bagażniku hahah.. Na szczęście bagażnik nie był jak w aucie osobowym, tylko taki z wyjętą półką jak w kombii, więc nawet siedząc z tyłu były okna i powrót w bagażniku nie był tak straszny 🙂

W tym roku koniecznie, trzeba zostać w Fortalezie na kilka dni i zwiedzić ją dokładniej! 😊