Zanzibar. Pływanie z delfinami, przygoda życia

Jeśli mowa o adrenalinie, rozrywającym buzie uśmiechu na twarzy i darciu się na całe gardło pod woda to jest to zdecydowanie pływanie z delfinami. Widziałam wiele i byłam w wielu miejscach, ale delfiny? Na żywo? W ich naturalnym środowisku? Serio! Przeżycie życia.

Dzień wcześniej umawiamy się z taxi drajwerem na dokładną godzinę i stawkę. Najlepiej wyjechać jak najwcześniej. Prosta zasada im wcześniej wyjedziesz, tym mniej będzie łodzi na miejscu. Pobudka o 4:30 o 5:00 jesteśmy zwarci i gotowi w taksówce. Po jakieś max godzince przyjeżdżamy do portu, dostajemy płetwy i maskę z rurka, która z pewnością przed nami ciamkało milion turystów, więc najlepiej mieć swój prywatny sprzęt, albo się po prostu nad tym nie zastanawiać. Wszystko jedno, przecież chodzi o delfiny. Ekscytacja zaczyna się i rośnie wraz z mocą silnika motorówki. Nasz kapitan i tropiciel delfinów obiera znany doskonale kierunek i pędzi tym pięknym zwierzakom na spotkanie.

Cała akcja jest dość szybka i prosta. W pełnej gotowości siedzimy przy burcie naszej motorówki. Wszyscy w ciszy, z podwyższonym ciśnieniem wypatrujemy ławice by wskoczyć i pływać z delfinami. Gdy tylko zauważymy ławicę ssaków wynurzającą się by zaczerpnąć powietrza to wiedz, że to znak i kolej na Twój ruch. Kapitan naszej speed boat wrzeszczy i w kółko powtarza „JUMP JUMP NOW”. Twoje zadanie to wskoczyć bez zawahania. Nie masz chwili do stracenia. Nie ma zbędnych myśli i czasu na nic tylko na skok. Nic się nie liczy po prostu SKACZ i pływaj z delfinami.

Opisuję Wam wszystko szczegółowo, gdyż na pływanie z delfinami wybieram się trzeci raz. Kolejny raz na spotkanie z marzeniem i to ostatniego dnia mojego dwu miesięcznego pobytu na Zanzibarze. Poniedziałek, jak pisałam mój ostatni dzień. Idealnie aby wstać o 5:00 i pożegnać się z pięknymi, ogromnymi i niesamowitymi zwierzętami. Na ostatnim tripie myślałam ze jestem ich blisko. były na wyciągnięcie ręki, ale strach nie pozwolił jej wyciągnąć. Dziś przełamane zostały wszelkie granice. Wcześniejsze dwie wycieczki czynią mnie bardziej doświadczoną i wyzbywam się sekundowych zawahań przed skokiem.

Kapitan mówi będziemy skakać ostatni raz i wracamy do portu. Powtarzamy Ok, ok ostatni raz pływanie z delfinami, ale szefie musimy być na prawdę blisko. Ławica wynurza się na wprost naszej łódki. Bez wahania, nie czekam na komendę kapitana i wskakuje do wody, płynę na wprost z delfinem. Wyczuwam strach i adrenalinę płynąc na wprost. Przecież chciałam z nimi pływać. Pływanie z delfinami to moje marzenie. Chciałam dotknąć je i się zaprzyjaźnić. Oboje tak samo zaskoczeni. Ja nie wiem, czy uciekać w prawo, czy w lewo. Co zrobić? Jesteśmy coraz bliżej siebie. Zwierze wydaje się równie zakłopotane. Płynie wprost na mnie. Adrenalina sięga szczytu, mam wrażenie,że w ostatniej chwili robię obrót w lewa stronę by się z nim nie zderzyć. Zwierze robi unik w prawo i odbija w dół w głąb oceanu.

Nie wyobrażalne, dzikie, wielkie piękne zwierze. Widzisz jego naturalność, widzisz blizny na jego ciele, widzisz jego historię. To nie jest ten sam ssak, którego znasz z oceanarium, z telewizji. To żywe dwu metrowe zwierze. Cała ekipa była blisko, wszyscy pływali z delfinami, ale nie tak blisko jak ja. Praktycznie w tej samej chwili kompani wynurzają głowy na powierzchnie. Zdejmujemy maski, wyjmujemy rurki i rozlega się euforyczny krzyk, śmiech i okrzyki radości. Każdy z nas oszalał ze szczęścia. Osobiście mogłabym pływać z delfinami codziennie. Kiedy wrócę na Zanzibar pierwsza wycieczka na jaką pojadę to będzie pływanie z delfinami, po prostu pojadę je odwiedzić.