Życie na Zanzi, Jedzenie – wspomnienia cz. I

Kwiecień rok 2020, z oczywistych powodów siedzimy w domach. Brak możliwości podróżowania i przymusowe siedzenie w miejscu skłania nas do… do wspomnień. Życie na Zanzi to niekończące się historie, absurdy, przygody i tęsknoty. Dlatego też, postanowiliśmy na nowo podzielić się z Wami naszymi wspomnieniami. Odgrzebaliśmy stare zdjęcia i w sekundę przenieśliśmy się do końcówki roku 2016. Życie na Zanzi, wszystkie sytuacje wróciły i dały  uśmiech na naszych twarzach.

Nie zdobylibyśmy się na odwagę, aby opisywać życia na Zanzi, gdybyśmy sami tam nie mieszkali. Jeśli jesteś w Afryce, to teksty „twoja stara pierze w rzece” czy „myje garnki za domem już nie są dowcipem, tylko słodką prawdą. Nie sposób opisać wszystkie absurdalne sytuacje, nielogiczne rozwiązywania problemów, miejsca kąpieli czy sklepów. Z resztą sprawdźcie sami galerię!

W poniższym wpisie, powiemy Wam dlaczego życie na Zanzi i jedzenie jest tak pyszne. Czy słusznie rybacy wyżywają się, nad brzegiem oceanu, na ośmiornicy. Co masz zrobić z lodem w misce, a nie w szklance i dlaczego nie dostaniesz herbaty w porze obiadowej. Może znacie odpowiedź na pytanie, czy życie na Zanzi pozwala ulepić pierogi na święta Bożego Narodzenia i czy kupowanie importowanych produktów spożywczych ma jakikolwiek sens.

Życie na Zanzi, to przede wszystkim świeże pyszne owoce morza. Grille na plaży, nad brzegiem oceanu, przy ognisku z wyśmienitymi langustami, krewetkami, ośmiornicami czy kalmarami to zdecydowanie atrakcja i lokalny life styl na który warto wydać parę dolców. Dlaczego tak dobre są owoce z oceanu? Przede wszystkim sierze, nie mrożone, nie przetworzone po prostu prosto z wody. Po za tym prostota podania, bez zbędnych udziwnień. Czyste mięso z odrobiną podstawowych przypraw, masłem czosnkiem. Nam już cieknie ślinka. Sekret ośmiornicy? Długie okładanie drewnianym kijem. Rybacy po złowieniu potwora, ocierają go o piasek, prawdziwy ostry peeling, następnie uderzają drewnianym patykiem, aby rozbić włókna, mięśnie, co po przyrządzeniu daje nam delikatne miękkie pyszne mięso. Jesteśmy łasuchami i byliśmy już „w paru” miejscach na świecie, ale takiej ośmiornicy nie mieliśmy jeszcze okazji kosztować. Najlepsza z najlepszych to ta serwowana przez rybaków na plaży miejscowości Paje. Życie na Zanzi rybacy, oni znają je najlepiej. Kilku mężczyzn mieszkających na poddaszu własnej „restauracji”. Musicie tego dania skosztować! OBŁĘD!

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o nieustannych absurdach życia na Zanzi. Dlaczego nie dostaniecie herbaty w porze obiadowej, albo dlaczego lód otrzymacie w głębokim talerzu, ten akapit jest dla Was. Życie na Zanzi trzeba brać z mocnym dystansem, spokojem i uśmiechem na twarzy. Otóż logika lokalnych mieszkańców jest prosta, herbaty w porze obiadowej nie otrzymasz, bo woda gotuje się za długo. Ryż do każdego dania gotują osobno. Sami próbowaliśmy im podpowiedzieć, że mogą ugotować raz w większym garnku, będzie szybciej i logiczniej, nasze wysiłki poszły na marne. Kiedy po sylwestrowej nocy masz kaca i marzysz o zimnej pysznej „kolce” z lodem i cytryną….zastanów się dwa razy. Po pierwsze, czy dostaniesz oryginalny napój Coca- cola. Po za tym, czy zrozumieją, że chodzi Ci o lód do szklanki, aby wcisnąć cytrynę i wlać ten słodki napój, czy może dostaniesz ukruszony kawałek bryły lodowej na talerzu. W sumie cytrynę, a właściwie limonkę kup i pokrój sobie sam! Po prostu, nie drąż, nie denerwuj się i zrelaksuj podziwiając najpiękniejsze białe plaże i lazurowy ocean!

Kolejne, nie logiczne, oczami turystów podejście dotyczy się zakupów. Chcąc zorganizować sobie święta Bożego Narodzenia i przygotować podstawowe tradycyjne dania, postanowiliśmy wyruszyć na poszukiwania mąki i kleić pierogi. No i teraz stoimy przed wyborem, gdzie tą mąkę zakupić. Możemy udać się do lokalnego „marketu”, gdzie znajdziemy importowaną, bóg wie kiedy, mąkę z AMERYKI. Możemy też kupić mąkę na wagę, od lokalnej Pani w lokalnym garażo- sklepie. Był to nasz pierwszy raz i życia na Zanzi nie znaliśmy dokładnie, więc postanowiliśmy kupić mąkę z AMERYKI 🙂 na pewno brzmi godnie i pewnie jest kozak. Reasumując, w Ameryłkańskiej mące było więcej robaków niż mąki, gdyż nikt jej nie kupował i stała na tej półce „od lat” następnego dnia kupiliśmy dobrą, jasną świeżą mąkę od lokalnej Pani i skleiliśmy ukochane pierogi. No może farsz był samym ziemniakiem, bo ani boczku, ani twarogu, ale i tak było smacznie i byliśmy z siebie dumni 😛

Jeśli wybieracie się na Zanzibar, to pamiętajcie, aby poznać życie na Zanzi. Zawsze obserwujcie tubylców, jedzcie tak gdzie oni chodzą jeść, kupujcie wszystko na targu od lokalesów, gotujcie ze znajomymi i żyjcie rytmem wyspy. Pokochacie tych ludzi, to miejsce i ich POA POA styl. My już planujemy podróż do Tanzanii, aby odwiedzić naszych przyjaciół i wrócić w „rodzinne” strony.

KARIBU! Dziękuje!