Kitesurfing Brazylia- czas na wycieczkę po okolicy.

Cumbuco to mała wioska rybacka, która w sezonie wietrznym zamienia się w prawdziwą mekkę dla kitesurferów. Położona ok. 32 km od lotniska w Fortalezie. Zamieszkuje ją zaledwie 1600 mieszkańców. Z jednej strony możemy podziwiać Ocean Atlantycki, z drugiej zaś zobaczymy piękne wydmy, które zwłaszcza przy zachodzie słońca odbierają mowę z zachwytu.

W centrum wioski znajduje się główny plac od którego odchodzą małe uliczki. W naszym małym centrum możemy znaleźć, świetnie wyposażony super market, sklepy z zaopatrzeniem dla prawdziwych plażowiczów, kitedoctora oraz lokalne street food’owe straganiki, czy restauracje. Jest siłownia, są kluby i budki w których kupicie lokalnego drinka- orzeźwiającą caipirinhnię. Jest to mała wioska, ale  znajdziemy tu wiele miejsc, żeby wyjść, zabawić się dobrze zjeść i napić się czego dusza zapragnie.

Jedzenie w Cumbuco:
Po pierwsze Acai – zakochałam się w tym przysmaku. Nie znam dokładnej receptury ale główna składnikiem jest masa- pulpa z małych, okrągłych, Brazylijskich jagód acai. Przecier jest wyrabiane na miejscu, mieszany w specjalnym mikserze, chłodzony i mrożony. Taki jagodowy sorbet. Bez dodatkowych składników traci swój urok i często prześmiewczo nazywa się go błotem. Wystarczy jednak poprosić o takie dodatki jak świeże owoce, orzeszki lub przeróżne słodkości i sosy. Każdy może stworzyć własną, ulubioną kompozycję w wybranym przez siebie rozmiarze. Mój faworyt to zdecydowanie acai z bananem, m&m’s, leite milo (mleko w proszku) oraz pacoca (pokruszony cukierek z orzeszków ziemnych, soli oraz cukru – smakuje jak masło orzechowe). Dla mnie obłędnie pyszne! Na pewno warto spróbować.

Cena w zależności od rozmiaru od 5-14 reali (czyli. Ok. 5-14zł)

Street food – najpyszniejsza i najtańsza wersja na kolację. Są to rozstawione stoiska z jedzeniem. W większości prowadzone przez lokalesów, czyli tamtejszych mieszkańców. Mamy też jak zwykle wyjątek od reguły, więc spotkamy stoisko z Azjatyckimi przysmakami i zawsze zabawnie uśmiechniętą Panią Koreankę. Omijaliśmy to stoisko, dopóki nie spróbowaliśmy. Coś pysznego! Chyba najczęściej zamawiane przez Nas danie na kolacje! POLECAMY

Cała miska makaronu, warzyw, kurczaka oraz sosu za 10 reali.

Główne i największe stoisko z jedzeniem należało do tamtejszych Brazylijek, obsługiwane przez ok. 5-6 kobiet. Do wyboru były dania np. Feijoada – typowa Brazylijska potrawa z czarnej fasoli. Przyznam szczerze, że jej kolor i zapach spowodował, że nigdy nie spróbowaliśmy tego tradycyjnego dania, ale musimy to zrobić w tym roku :D. Każde danie to: ryż + sałatka + sosy do wyboru z krewetkami, z kurczakiem łagodnym/ostrym, wybór był na prawdę duży. Do tego MISTRZOWSKI sok z marakui zrobiony z pulpy – na samą myśli, chciałabym się go napić!! To jedyne miejsce w którym był, aż tak dobry!

Cena 9 reali za posiłek + 3 reale sok = 12 reali i jestem najedzona ? Zdjęcie „od kuchni”

W tym samym miejscu można było kupić tzw. Patyczki zrobione na grillu (świeże, bo najczęściej przy Tobie kładzione na grilla) Do wyboru nabite na patyk: ovo (małe jajka), ovo com bacon (jajka owinięte bekonem), frango (kurczak), figado (wątróbka), queijo (ser) nie wiem co to za odmiana sera ale podsmażony na grillu był mistrzem 😀

Do polecenia zdecydowanie nadaje się też pizza. Mała, cienka wyrabiana na miejscu przez brazylijskie małżeństwo. Wracaliśmy do tego stanowiska bardzo często, oczywiście ze względu na pyszny placek,ale i również przemiłą Panią, która przyjmowała zamówienia. Przeurocza Brazylijka, za każdym razem, nawet jeśli nie zamawialiśmy u niej jedzenia była bardzo uśmiechnięta i cieszyła się, że po prostu nas widzi. Co wieczór witała Nas słowami Boa Noite – dobry wieczór.

Pizza była mała, choć naprawdę pyszna i tania. Cena: 12-22 reali.

Ostatnim miejscem, które często odwiedzaliśmy był, znany Wam już z poprzedniego wpisu Włoch, który okazał się być Holendrem.  Próbowaliśmy tutaj pizzę, naleśniki z jajkiem i szynką na śniadanie, burgera, burgera, burgera i z pewnością jeszcze raz burgera- choć to znowu mało Włoskie danie jak na Holendra 😛  Jestem ogromna fanka burgerów, smakuje ich w każdym miejscu świata i w tej restauracji były jedyne, gdzie naprawdę mi smakowały. Gdy tylko, chcieliśmy powrócić do dań europejskich standardowych i mniej orientalnych kierowaliśmy się do naszego „Włocha”.

Naleśnik – ok. 12 reali Burger – 22-28 reali w zestawie.

Dodatkowo Holendro-Włoch miał nie złą fantazję  bo w menu zdjęcie burgera było z taką PRL-owską papierową parasolką. Myśleliśmy, że to tylko krejzi menu zdjęcie…..trzeba było zobaczyć nasze miny i zdziwienie, kiedy okazało się, że za każdym razem burgera serwują z takim przystrojeniem ?

Co więcej jedliśmy na mieście:

Chilli con Carne – w restauracji Muda – najbardziej ekskluzywna i najdroższa w okolicy. Cena – 49 reali za posiłek + 12 reali drink Caipirinha = 61 reali.  Bardzo dobre jedzenie, ale akurat moja porcja była tak ostra, że nie byłam w stanie zjeść nawet połowy. Co za tym idzie nie najadałam się i żałowałam, że standardowo nie zjadłam na street foodzie za 12 reali 😀

Kolejna “przygoda” to kraby w restauracji przy plaży. Cała karta była po portugalsku, chcieliśmy zamówić ostrygi, a że nie znamy portugalskiego to niestety się nie udało 😀 Wyglądały strasznie i nie zbyt zachęcająco jednak stwierdziłam, że spróbuje…Po 2-3 minutach tłuczenia jego skorupy młotkiem, który był dołączony do zestawu, poczuliśmy straszny smród. Skorupa w końcu pękła i okazało się, że to z wnętrza kraba dochodziły te „zapachy”. Konsystencja i wnętrze kraba również nie przekonało Nas do spróbowania, więc stwierdziliśmy, że wychodzimy… Fuuuj. To naprawdę było przerażające. ZDECYDOWANIE NIE POLECAM.

Cena – 6 reali za sztukę.

Churros – z nutellą i m&amm’s rozwożone przez mega kolorowy samochodzik z dziwną i śmieszną muzyką lecącą ciągle w tle – cena 2 reale

Guarana – „pobudzający” napój, są 2 wersje zero i zwykła z cukrem– cena 2-3 reale

NiThai – sushi – jako niezbyt duża fanka japońskich przysmaków, mogę jedynie powiedzieć, że zupa miso-shiru była bardzo smaczna ?

Miasteczko Cumbuco jest wspaniałym, małym i urokliwym miejscem typowo dla kitesurferów. Jeśli ktoś nie pływa to może narzekać na zbyt małą ilość atrakcji. Chyba, że codzienne leżenie przy basenie lub na plaży z drineczkiem spełnia Wasze oczekiwania.

W następnym wpisie dostaniecie info o spotach na których pływaliśmy! PIONA